Cienie na Bruku, Gwiazdy w Mroku

Cienie na Bruku, Gwiazdy w Mroku

Na zatłoczonych, zimnych ulicach Warszawy, gdzie ludzkie spojrzenia rzadko błądziły poniżej linii luksusowych witryn sklepowych, skrzyżowały się drogi dwóch zagubionych dusz.
Jan był człowiekiem cienia. Wiecznie nieobecny myślami, poważny i zamknięty w sobie, nosił na barkach ciężar przeszłości, o której nikomu nie mówił. Jego oczy, choć bystre, rzadko skupiały się na teraźniejszości – zawsze wydawał się patrzeć przez ludzi, jakby szukał czegoś, co bezpowrotnie stracił. Ania była jego całkowitym przeciwieństwem. Mimo że los rzucił ją na ten sam brukowany chodnik, jej serce pozostało niewinne. Widziała piękno w spadających liściach, w ciepłym tchnieniu powietrza z kanałów ciepłowniczych i w resztkach jedzenia, którymi dzielili się z miejskimi gołębiami. Jej optymizm był dla Jana niezrozumiały, wręcz irytujący, a jednak stał się jedynym światłem w jego mroku.
Zaczęli wędrować razem. Ich codzienność składała się z małych, bezdomnych przygód, które Ania zamieniała w baśnie. Pewnej nocy włamali się do opuszczonego, przedwojennego teatru. Gdy Jan siedział w ciemnościach, milczący i ponury, Ania wbiegła na zakurzoną scenę. W podartym płaszczu, imitującym balową suknię, tańczyła w blasku księżyca wpadającego przez rozbitą dzwonnicę, śmiejąc się wniebogłosy. Innym razem, uciekając przed patrolem straży miejskiej, schowali się w ogrodzie botanicznym, spędzając noc wśród egzotycznych roślin, gdzie Ania uczyła Jana imion gwiazd, których sama nie znała, wymyślając je na poczekaniu. Przy niej Jan zaczął się czasem uśmiechać. Jego powaga miękła, a bezcelowe błądzenie zyskało sens.

WordPress Cookie Notice by Real Cookie Banner