Metoda ta opiera się jednak na swobodnej, często bardzo swobodnej, interpretacji. Żaden tekst Nostradamusa nie wymienia wyraźnie nazw współczesnych państw. Czytelnicy wypełniają zatem luki. Kojarzą starożytne słowa – „królestwo”, „wielki naród”, „wyspa”, „imperium” – ze współczesnymi realiami. To intelektualne ćwiczenie, choć może wydawać się kuszące, jest dalekie od naukowego.
Media społecznościowe wzmacniają te interpretacje. Uderzające sformułowanie, dobrze zmontowany film, sensacyjny podpis – i przekaz szybko staje się viralem. To, co zaczęło się jako hipoteza interpretacyjna, w oczach wielu internautów przekształca się w „potwierdzoną prognozę”. Wątpliwości znikają; strach bierze górę.
Musimy jednak zachować perspektywę. Należy pamiętać, że Nostradamus nigdy nie wymienił wprost nazw współczesnych państw. Jego pisma pozostają celowo otwarte, niejasne i podatne na wszelkiego rodzaju projekcje. Nie dają one precyzyjnej pewności. Każda epoka projektuje na nie własne lęki i nadzieje. To jest zarówno ich siłą, jak i słabością.